PROLOG
Tom
po woli podchodził do swojej narzeczonej, Elizy. Nikt nie wiedział
o ich związku. Mimo to chłopak nie był naiwny. Podejrzewał, że o
wszystkim dowiedział się jego największy wróg – Albus. Nie, nie
bał się go. Miał moce, których on nie posiadał. Ale kochał
swoją rodzinę. Naprawdę mocno. Jeszcze nikogo nie pokochał tak
mocno, jak swoją ukochaną dziewczynę. Marzył, żeby się z nią
ożenić. Eliza obejrzała się za siebie i zachichotała. Zakołysała
kołyską. Była cudowną kobietą. Nigdy nie poznał kobiety, o
takim uśmiechu. Miała rude, długie włosy, a także ognisty
temperament. Kiedy się uśmiechała, widać było rząd lśniących,
białych jak świeżo opadnięty śnieg zębów. W tym momencie do
pokoju wpadł ich rozchichotany czteroletni synek. Rzucił się ojcu
na ręce, a on zakołysał chłopcem. Chłopiec, w przeciwieństwie
do siostry, miał geny jedynie matki.
-
Marcus już poszedł? - puścił dzieciaka na nogi. Martin bardzo
zaprzyjaźnił się z synem jednego ze sprzymierzeńców, Flinta.
-
Tak – chłopiec kiwnął głową i zaśmiał się radośnie,
domagając się kolejnej dawki pieszczot.
Elizabeth
jeszcze raz zakołysała kołyską i uśmiechnęła się serdecznie.
Na chwilę zagłębiła się w marzeniach. Szczupłymi palcami
chwyciła za długi naszyjnik – jeden z prezentów, które dostała
od ukochanego. Mężczyzna specjalnie wszedł w tłum
rozhisteryzowanych mugoli, by dotrzeć do zegarmistrza, który
sprzedawał tego typu zabawki.
-
Kochanie – szepnęła do synka. - Nastała godzina siódma. Czas
się kąpać.
-
Mamo... Mamo... - zawołał mały. - A tata poczyta mi jeszcze
książeczkę na dobranoc?
Rodzice
spojrzeli się na siebie i wybuchnęli zdrowym śmiechem. Tata złapał
rudowłosego potomka za rękę i zaprowadził do łóżka. Matka
powróciła do usypiania dziewczynki. Po chwili zgasiła światło i
odchyliła firanki, patrząc się w okno.
-
Niedługo będziemy musieli się przenosić – westchnęła. -
Dlaczego Albus musi aż tak utrudniać nam życie?
***
Godzina
piętnasta. Eliza świętowała ciche zwycięstwo. Rose zasnęła. Ni
stąd, ni zowąd, pokój zadrżał. Głośno gdzieś huknęło.
Dziewczynka obudziła się i zapłakała. Matka wzięła ją na rękę.
Na wszelki wypadek. Ścisnęła narzeczonego za rękę. Szybko w jego
ręku pojawiły się ich różdżki. Pierwszy i ostatni raz zostawili
je w drugim pokoju. Synek szybko przybiegł i przytulił się do
obojga rodziców.
-
Boję się – stwierdził, delikatnie szlochając.
Mężczyzna
przytulił kobietę i chłopca. Ucałował delikatnie córeczkę.
-
Zatrzymam ich – oświadczył z dziarską miną, choć gotowało w
nim z przerażenia. - Ty weź dzieci. Schowaj je. Jedź do matki.
Rób, co mówię! Stąd się nie deportujesz!
-
Skąd wiesz? - objęła drugie dziecko z przerażeniem.
-
On... on chce mnie. Dobrze wiesz, że mnie nie dostanie. Elizo... Nie
martw się. Wszystko będzie dobrze. Jeśli wszystko pójdzie zgodnie
z planem, to... przyjdę do was.
-
Jeśli wszystko pójdzie dobrze? - krzyknęła z przerażeniem, co
zbudziło jeszcze większy strach dziecka, który dotychczas
obserwował wszystko szeroko otwartymi oczyma. Drugie dziecko zaczęło
jeszcze głośniej szlochać.
-
Biegnij już! - krzyknął.
Kobieta
wzięła synka na drugą rękę i wybiegła drzwiami kuchennymi. W
tym samym momencie rozległ się ostatni huk i wszedł Albus
Dumbledore. Tom niepewnie zerknął do kuchni i odetchnął z ulgą.
Drzwi były zamknięte, więc nie wdział nic więcej. Wiedział
jednak, że dziewczyna uciekła z dziećmi.
-
Czego szukasz, Albusie? - uśmiechnął się ironicznie i przekrzywił
głowę na prawą stronę. Jego długie, czarne włosy spadły mu na
ramiona.
-
Przecież dobrze wiesz – dyrektor Hogwartu odezwał się melodyjnie
i uśmiechnął smutno.
-
Gdybym wiedział, nie pytałbym się – stwierdził chłopak,
patrząc na starca z nienawiścią. - Dlaczego ty musisz rujnować mi
rodzinę? - spytał, Albusa, delikatnie drgając. Po jego policzku
spłynęła pojedyncza łza. Zaraz jednak się otrząsnął i do jego
niebieskich oczu powrócił ten sam płomień nienawiści co
wcześniej.
-
Mam prośbę.
-
Gówno mnie obchodzą te twoje idiotyczne prośby. Ty nie
zrealizowałeś mojej umowy. Miałeś nie nękać mojej rodziny. Tyle
razy wychodziłem sam na świeże powietrze. Wtedy mogłeś mnie
prosić. Przez ciebie moja kobieta nie może odetchnąć z ulgą.
Obudziłeś nam dziecko. Nawet nie wiesz, jak długo zajęło nam
usypianie obojga podopiecznych. I to wszystko szlag trafił! A wiesz
dlaczego? Bo ty masz prośbę! Może i bym cię wysłuchał,
gdybyś... - Tom zachłysnął się powietrzem, uklęknął i
zaszlochał. - Ja też mam uczucia. Też bym chciał wiele. Ale gdy
proszę cię o jedną, prostą rzecz, ty musisz robić dokładnie
odwrotnie. Zadziwię cię – jestem w uczuciach podobny do ciebie –
choć nie jestem gejem – umiem kochać. Moja miłość skierowana
jest do rodziny, o którą się martwię. Jest tyle osób, zjawisk
itp., które mam w dupie, ale ty musisz akurat kierować swoją złość
na mnie na to, na czym mi naprawdę zależy. Albusie, powtarzałeś
mi, żebym zachował się jak człowiek. Żebym kochał. Zrobiłem
to, o co mnie prosiłeś. Nie spodobało ci się to. Musiałeś
wszystko zepsuć – chłopak wybuchł śmiechem. - Czy ty naprawdę
jesteś taki głupi, by myśleć, że tu zostanę? - otarł palcem
łzę. Przekręcił się na pięcie i już go nie było. Deportował
się do żony i dzieci.
***
-
Muszę się spotkać z tym [CENZURALNE SŁOWO] – oświadczył Tom
żonie pewnego poranka.
-
Specjalnie po to pojedziesz do Hogwartu? - spojrzała na niego znad
grubego tomiska książki zatytuowanej "Lissa. Moja magiczna
miłość". - I proszę, kochanie, nie używaj takiego
słownictwa, gdy jesteśmy w kuchni. Mały ma niedaleko pokój. Może
usłyszeć.
-
Jest u Flintów. Marcus go zaprosił – spojrzał na zegar. - W co
mam się ubrać?
Dziewczyna
zachichotała. Narzeczony coraz bardziej ją rozweselał pytaniami z
życia codziennego, którego nie wiedli. Poszła z nim do oddzielnego
pokoju, który służył im jako olbrzymia garderoba. Wyjęła
koszulę w kratkę i czarne dżinsy. Odwróciła wzrok, wsuwając
ręce i patrząc na wieczorowe sukienki. Westchnęła.
-
O czym myślałaś, kochanie? - zapytał mężczyzna, zapinając
szeroki pas.
-
Gdyby nie Albus, zabierałbyś mnie na bale. To wszystko byłoby
używane. Część trzeba powyżucać. Tylko zbierają niepotrzebny
kurz. Chciałabym, żeby ON umarł.... - westchnęła, wyrywając się
z cudownych marzeń. - Już? - spojrzała z powrotem na mężczyznę
i złapała za czarny krawat.
Przysunęła
się do mężczyzny. Włożyła mu krawat. Spojrzała na niego
krytycznym okiem, uśmiechając się. "Wyglądasz cudownie"
– mruknęła. Założyła mu ręce za głowę. Patrzyli sobie w
oczy, tonąc w błękicie i brązie. Mężczyzna powoli przysunął
usta do warg kobiety. Delikatnie, niewinnie musnął parę razy jej
wargi, pomalowane lśniącym błękitem. Marzyli, że ich życie
złoży się z takich chwil. Niestety, wszystko zostało popsute. Tom
musiał zmienić swoje imię i nazwisko na "Lord Voldemort".
Przemienił się na stronę zła. A to wszystko tylko przez jednego
człowieka... Przez Albusa, dyrektora szkoły, do której uczęszczał.
Ona sama chodziła do damskiego internatu – dużego i luksusowego –
gdzie chodziły wille lub przeplatanki will. Wsunęła rękę w jego
gęste, odrobinę wilgotne włosy i ucałowała zimne wargi. Stali
tak, rozkoszując się swoją bliskością, dopóki nie zapłakało
ich najmłodsze dziecko. Kobieta oderwała się od niego, śmiejąc
się. Według mężczyzny nikt nie śmiał się ładniej od niej.
Uważał, że ma olbrzymie szczęście, mogąc stać teraz z nią.
Złapała go za rękę w nerwowym geście.
-
Idę ją uspokoić. Mam nadzieję, że wrócisz w miarę szybko.
Odbierz Martina, jak będziesz wracał. I... uważaj na siebie –
odbiegła, nie oglądając się za siebie, w obawie, że już się
nie wyrwie stąd, gdzie jest. Bała się. Jej serce dławił olbrzymi
strach o narzeczonego. Miała jednak nadzieję, że dzięki temu
spotkaniu z oprawcą. "Dlaczego on nas tak męczy?" -
spytała sama siebie. W końcu Tom nie był sam z siebie aż tak
okropnym dzieciakiem... To prawda, że zawsze marzył o stronie zła.
Bał się jednak swoje plany wprowadzić życie. Przynajmniej dopóki
nie zaczął ich męczyć ten cały Albus. Nienawidziła go z całego
serca.
Chłopak
uśmiechnął się pocieszająco. Szepnął parę tajemniczych słów,
a kobieta uśmiechnęła się ponownie, widać jednak było, że w
oczach ma żal, nienawiść i smutek. Wyszła z pokoju. Klęknęła
przy kołysce. Chłopak usłyszał jej cichy płacz. Nie miał czasu,
by ją pocieszać. Zresztą nie chciał zobaczyć jej w takim stanie.
Marzył o tym, żeby móc wierzyć, iż jego rodzina jest szczęśliwa.
Szczególną troską chciał otaczać dzieci. Gdyby i syn, i córka
go w późniejszych latach pokochały, byłby najszczęśliwszym
ojcem na świecie. Wyszedł z domu. Obrócił się na pięcie i już
go nie było. Deportował się. Chciał ratować rodzinę. Dopóki
jest to realne...
___
Zdjęcia członków rodziny Rose wraz z opisami.
Rose Riddle:
Wiek: 2 lata
Rodzina:
Ojciec - Tom Riddle, Matka - Elizabeth of Death
Brat - Martin Riddle
Krew: 3/4 czystej. Matka willa pół krwi, ojciec 1/2 czystej krwi
Zainteresowania (bierzemy ze starszego wieku): Moda, Jazda na deskorolce (ukrywa to), Architektura Wnętrz (nikt o tym nie wie), więc Ciii! :), Quidditch.
Martin Riddle:
Wiek: 6 i pół roku
Rodzina:
Ojciec - Tom Riddle, Matka - Elizabeth of Death
Brat - Martin Riddle
Krew: 3/4 czystej. Matka willa pół krwi, ojciec 1/2 czystej krwi
Zainteresowania: Jazda na deskorolce, Piłka nożna, Quiditch.
Elizabeth of Death
Wiek: 22 lata
Rodzina:
narzeczony - Tom Riddle;
dzieci - Rose Riddle i Martin Riddle
Krew: czysta. Matka willa, ojciec czarodziej czystej krwi
Zainteresowania: Moda, Weterynaria (ukrywa to), OPCM.
Tom Riddle
Wiek: 25 lat (ciągle ubywa mu wieku dzięki Eliksirowi Odmładzającymi. Jego dusza wprawdzie ma 47 lat, lecz ciało 25)
Rodzina:
narzeczona - Elizabeth of Death
dzieci - Rose Riddle i Martin Riddle
Krew: 1/2. Matka czarodziejka czystej krwi, ojciec Mugol (mówi o tym ze splunięciem)
Zainteresowania: Quidditch (pasja z młodszych lat), Ratowanie dam w opałach, ciemna strona mocy :)