Rozdział drugi. Zdjęcia.
Przewróciłam
się parę razy na łóżku. Dziś są moje siódme urodziny. Nie uda
się mi chyba zasnąć... Jeszcze na kwadrans zamknęłam oczy, ale
widząc, że nie zasypiam, przeciągnęłam się parę razy i
usiadłam na łóżku. Wystrój mojego pokoju jest starożytny.
Pokój, w którym teraz się ulokowałam ma ponad 100 lat,
przynajmniej tak mi mówił brat. Przez to niestety muszę uważać –
w każdym momencie podłoga może się zarwać, jeżeli będę biegać
bądź skakać. Na podwórzu, gdzie wyszłam po odpowiednim ubraniu
się, rozciąga się olbrzymi ogród. Mama często tu sadzi roślinki.
Ja jej pomagam. Obok tego ogrodu mamy boisko. Gramy tu z bratem na
trawie w kosza. Od czasu do czasu mama dołącza się. Niestety,
takie chwile są rzadkie. Zazwyczaj mama siedzi na podłodze,
trzymając w ręku papierosa lub butelkę alkoholu i szlochając.
Kiedy jest w takim nastroju, nikt nie może jej doglądać.
Usiadłam
na drzewie. Brat mnie nauczył wdrapywać się na to, co jest
wysokie. Rozejrzałam się. Był tu piękny widok na całą łąkę.
Około dwa, a może trzy kilometry stąd było miasto. Jeździła tam
mama każdego dnia. Wiele razy widząc, że dzieci ewentualnych
mieszkańców mają rodziców, którzy zawsze rozstają się z
potomstwem rankami, by zarobić parę groszy, zastanawiałam się,
czemu mama nie jest jedną z tych kobiet, które pracują. Kiedyś
spytałam o to nawet mamy. "Widzisz, córeczko" –
powiedziała, gładząc moje długie włosy – "To są Mugole.
Niemagiczni ludzie. Nas żywią czarodzieje. Jeżeli umie się używać
magi, wcześniej będzie można iść na urlop. Jak jeszcze byłaś
mała, to twój tatuś, który niestety wcześniej zginął, zarobił
parę groszy, dzięki którym mamy do końca życia pieniążki".
Kiedyś zapytałam mamy, dlaczego tatuś nie żyje. Co spowodowało,
że umarł. Rozweselony brat głośno się roześmiał, a mama
pogromiła go wzrokiem. "Widzisz, tatuś miał drobną usterkę
w pracy..." - mówiła tylko, co jeszcze bardziej rozweselało
Martina. Nigdy nie wiedziałam, co go tak naprawdę raduje w tym, że
ojciec nie żyje. Zapewne on też chciał, żeby tatuś żył. Wtedy
mamusia byłaby bardziej wesoła. Zamyśliłam się. Opuściłam
powieki. Nawet się nie spostrzegłam, kiedy... zasnęłam. Tak po
prostu, w konarach drzew.
Podczas snu poruszyłam się odrobinę w lewo. W tym
samym momencie obudziłam się. Spadłam z drzewa na tyłek.
Krzyknęłam głośno z bólu. Cudem udało mi się nie złamać
którejś z kości. Z łokcia ciekła mi krew – spadając,
zahaczyłam go o bramkę. Tak czy inaczej, rozerwałam sobie skórę
na tej części ciała. Starłam sobie również kolano. Chwilę po
moim ponownym krzyknięciu pełnym bólu pojawiła się mama z
Martinem. Mamusia od razu wzięła mnie na ręce i zaniosła do
salonu. Braciszek w tym czasie przyniósł bandaże, plastry, waty,
szmatę i wodę utlenioną. Jęczałam cicho, przepełniona paniką,
gdy polewali krew na moje rany. Podczas tej operacji trzymali szmatkę
nad ranami. Przerażona, patrzyłam na uciekającą szybko krew na
szmatę. Gdy polali, dotknęli watą ran, by wysuszyć od robinę
miejsca, a także, by krew mi nie zaschła w postaci dodatkowych
strupów, dzięki którym łatwo podrzeć całą ranę, co sprawi mi
podwójny, a może i potrójny ból. Przykleli mi parę dużych
plastrów zabezpieczających przed "tamą krwi". Brat
przyniósł mi album ze zdjęciami, żebym poleżała trochę z
niedużym ruchem. Przekręcałam strony. Chyba dał mi nie ten album
co trzeba... Zawsze dawał mi ten z kolorowymi postaciami z bajek...
Rozpoznawałam siebie z innymi na większości ze zdjęć. Znalazłam
tu też zdjęcia jakiegoś nieznanego chłopca. Siedziałam obok
niego, trzymałam go za rękę, całowałam w policzek, bawiłam się
z nim... Takich zdjęć było minimum trzydzieści. Przekręcałam
kartki. Nagle pojawiło się zdjęcie jeszcze dziwniejsze, niż
mogłoby się to komukolwiek zdawać. Po kolejnych kartkach znalazłam
zdjęcie jakiejś kobiety. Był pod nią zielonkawy napis zapisany
kaligrafią "Bella".
Obok tego tekstu były trzy wykrzykniki i zdanie "Nie
nawidzę tej dziwki! Przez nią nigdy się nie pobrałam!!!"
Zdziwiła mnie ostrość tych słów. Powoli przekręcałam kolejne
strony. Na rękę wypadł mi jakiś medalion. Coś w podświadomości
podpowiedziało mi, że lepiej o tym nie mówić nikomu...
___
Zdjęcia:
Matka Rose -
Stary album ze zdjęciami:
Najciekawsze zdjęcia:
Medalion:
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz