piątek, 2 listopada 2012

Kto męczył rodzinę Riddle'ów. Prolog.


PROLOG


Tom po woli podchodził do swojej narzeczonej, Elizy. Nikt nie wiedział o ich związku. Mimo to chłopak nie był naiwny. Podejrzewał, że o wszystkim dowiedział się jego największy wróg – Albus. Nie, nie bał się go. Miał moce, których on nie posiadał. Ale kochał swoją rodzinę. Naprawdę mocno. Jeszcze nikogo nie pokochał tak mocno, jak swoją ukochaną dziewczynę. Marzył, żeby się z nią ożenić. Eliza obejrzała się za siebie i zachichotała. Zakołysała kołyską. Była cudowną kobietą. Nigdy nie poznał kobiety, o takim uśmiechu. Miała rude, długie włosy, a także ognisty temperament. Kiedy się uśmiechała, widać było rząd lśniących, białych jak świeżo opadnięty śnieg zębów. W tym momencie do pokoju wpadł ich rozchichotany czteroletni synek. Rzucił się ojcu na ręce, a on zakołysał chłopcem. Chłopiec, w przeciwieństwie do siostry, miał geny jedynie matki.
- Marcus już poszedł? - puścił dzieciaka na nogi. Martin bardzo zaprzyjaźnił się z synem jednego ze sprzymierzeńców, Flinta.
- Tak – chłopiec kiwnął głową i zaśmiał się radośnie, domagając się kolejnej dawki pieszczot.
Elizabeth jeszcze raz zakołysała kołyską i uśmiechnęła się serdecznie. Na chwilę zagłębiła się w marzeniach. Szczupłymi palcami chwyciła za długi naszyjnik – jeden z prezentów, które dostała od ukochanego. Mężczyzna specjalnie wszedł w tłum rozhisteryzowanych mugoli, by dotrzeć do zegarmistrza, który sprzedawał tego typu zabawki.
- Kochanie – szepnęła do synka. - Nastała godzina siódma. Czas się kąpać.
- Mamo... Mamo... - zawołał mały. - A tata poczyta mi jeszcze książeczkę na dobranoc?
Rodzice spojrzeli się na siebie i wybuchnęli zdrowym śmiechem. Tata złapał rudowłosego potomka za rękę i zaprowadził do łóżka. Matka powróciła do usypiania dziewczynki. Po chwili zgasiła światło i odchyliła firanki, patrząc się w okno.
- Niedługo będziemy musieli się przenosić – westchnęła. - Dlaczego Albus musi aż tak utrudniać nam życie?
***
Godzina piętnasta. Eliza świętowała ciche zwycięstwo. Rose zasnęła. Ni stąd, ni zowąd, pokój zadrżał. Głośno gdzieś huknęło. Dziewczynka obudziła się i zapłakała. Matka wzięła ją na rękę. Na wszelki wypadek. Ścisnęła narzeczonego za rękę. Szybko w jego ręku pojawiły się ich różdżki. Pierwszy i ostatni raz zostawili je w drugim pokoju. Synek szybko przybiegł i przytulił się do obojga rodziców.
- Boję się – stwierdził, delikatnie szlochając.
Mężczyzna przytulił kobietę i chłopca. Ucałował delikatnie córeczkę.
- Zatrzymam ich – oświadczył z dziarską miną, choć gotowało w nim z przerażenia. - Ty weź dzieci. Schowaj je. Jedź do matki. Rób, co mówię! Stąd się nie deportujesz!
- Skąd wiesz? - objęła drugie dziecko z przerażeniem.
- On... on chce mnie. Dobrze wiesz, że mnie nie dostanie. Elizo... Nie martw się. Wszystko będzie dobrze. Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, to... przyjdę do was.
- Jeśli wszystko pójdzie dobrze? - krzyknęła z przerażeniem, co zbudziło jeszcze większy strach dziecka, który dotychczas obserwował wszystko szeroko otwartymi oczyma. Drugie dziecko zaczęło jeszcze głośniej szlochać.
- Biegnij już! - krzyknął.
Kobieta wzięła synka na drugą rękę i wybiegła drzwiami kuchennymi. W tym samym momencie rozległ się ostatni huk i wszedł Albus Dumbledore. Tom niepewnie zerknął do kuchni i odetchnął z ulgą. Drzwi były zamknięte, więc nie wdział nic więcej. Wiedział jednak, że dziewczyna uciekła z dziećmi.
- Czego szukasz, Albusie? - uśmiechnął się ironicznie i przekrzywił głowę na prawą stronę. Jego długie, czarne włosy spadły mu na ramiona.
- Przecież dobrze wiesz – dyrektor Hogwartu odezwał się melodyjnie i uśmiechnął smutno.
- Gdybym wiedział, nie pytałbym się – stwierdził chłopak, patrząc na starca z nienawiścią. - Dlaczego ty musisz rujnować mi rodzinę? - spytał, Albusa, delikatnie drgając. Po jego policzku spłynęła pojedyncza łza. Zaraz jednak się otrząsnął i do jego niebieskich oczu powrócił ten sam płomień nienawiści co wcześniej.
- Mam prośbę.
- Gówno mnie obchodzą te twoje idiotyczne prośby. Ty nie zrealizowałeś mojej umowy. Miałeś nie nękać mojej rodziny. Tyle razy wychodziłem sam na świeże powietrze. Wtedy mogłeś mnie prosić. Przez ciebie moja kobieta nie może odetchnąć z ulgą. Obudziłeś nam dziecko. Nawet nie wiesz, jak długo zajęło nam usypianie obojga podopiecznych. I to wszystko szlag trafił! A wiesz dlaczego? Bo ty masz prośbę! Może i bym cię wysłuchał, gdybyś... - Tom zachłysnął się powietrzem, uklęknął i zaszlochał. - Ja też mam uczucia. Też bym chciał wiele. Ale gdy proszę cię o jedną, prostą rzecz, ty musisz robić dokładnie odwrotnie. Zadziwię cię – jestem w uczuciach podobny do ciebie – choć nie jestem gejem – umiem kochać. Moja miłość skierowana jest do rodziny, o którą się martwię. Jest tyle osób, zjawisk itp., które mam w dupie, ale ty musisz akurat kierować swoją złość na mnie na to, na czym mi naprawdę zależy. Albusie, powtarzałeś mi, żebym zachował się jak człowiek. Żebym kochał. Zrobiłem to, o co mnie prosiłeś. Nie spodobało ci się to. Musiałeś wszystko zepsuć – chłopak wybuchł śmiechem. - Czy ty naprawdę jesteś taki głupi, by myśleć, że tu zostanę? - otarł palcem łzę. Przekręcił się na pięcie i już go nie było. Deportował się do żony i dzieci.

***

- Muszę się spotkać z tym [CENZURALNE SŁOWO] – oświadczył Tom żonie pewnego poranka.
- Specjalnie po to pojedziesz do Hogwartu? - spojrzała na niego znad grubego tomiska książki zatytuowanej "Lissa. Moja magiczna miłość". - I proszę, kochanie, nie używaj takiego słownictwa, gdy jesteśmy w kuchni. Mały ma niedaleko pokój. Może usłyszeć.
- Jest u Flintów. Marcus go zaprosił – spojrzał na zegar. - W co mam się ubrać?
Dziewczyna zachichotała. Narzeczony coraz bardziej ją rozweselał pytaniami z życia codziennego, którego nie wiedli. Poszła z nim do oddzielnego pokoju, który służył im jako olbrzymia garderoba. Wyjęła koszulę w kratkę i czarne dżinsy. Odwróciła wzrok, wsuwając ręce i patrząc na wieczorowe sukienki. Westchnęła.
- O czym myślałaś, kochanie? - zapytał mężczyzna, zapinając szeroki pas.
- Gdyby nie Albus, zabierałbyś mnie na bale. To wszystko byłoby używane. Część trzeba powyżucać. Tylko zbierają niepotrzebny kurz. Chciałabym, żeby ON umarł.... - westchnęła, wyrywając się z cudownych marzeń. - Już? - spojrzała z powrotem na mężczyznę i złapała za czarny krawat.
Przysunęła się do mężczyzny. Włożyła mu krawat. Spojrzała na niego krytycznym okiem, uśmiechając się. "Wyglądasz cudownie" – mruknęła. Założyła mu ręce za głowę. Patrzyli sobie w oczy, tonąc w błękicie i brązie. Mężczyzna powoli przysunął usta do warg kobiety. Delikatnie, niewinnie musnął parę razy jej wargi, pomalowane lśniącym błękitem. Marzyli, że ich życie złoży się z takich chwil. Niestety, wszystko zostało popsute. Tom musiał zmienić swoje imię i nazwisko na "Lord Voldemort". Przemienił się na stronę zła. A to wszystko tylko przez jednego człowieka... Przez Albusa, dyrektora szkoły, do której uczęszczał. Ona sama chodziła do damskiego internatu – dużego i luksusowego – gdzie chodziły wille lub przeplatanki will. Wsunęła rękę w jego gęste, odrobinę wilgotne włosy i ucałowała zimne wargi. Stali tak, rozkoszując się swoją bliskością, dopóki nie zapłakało ich najmłodsze dziecko. Kobieta oderwała się od niego, śmiejąc się. Według mężczyzny nikt nie śmiał się ładniej od niej. Uważał, że ma olbrzymie szczęście, mogąc stać teraz z nią. Złapała go za rękę w nerwowym geście.
- Idę ją uspokoić. Mam nadzieję, że wrócisz w miarę szybko. Odbierz Martina, jak będziesz wracał. I... uważaj na siebie – odbiegła, nie oglądając się za siebie, w obawie, że już się nie wyrwie stąd, gdzie jest. Bała się. Jej serce dławił olbrzymi strach o narzeczonego. Miała jednak nadzieję, że dzięki temu spotkaniu z oprawcą. "Dlaczego on nas tak męczy?" - spytała sama siebie. W końcu Tom nie był sam z siebie aż tak okropnym dzieciakiem... To prawda, że zawsze marzył o stronie zła. Bał się jednak swoje plany wprowadzić życie. Przynajmniej dopóki nie zaczął ich męczyć ten cały Albus. Nienawidziła go z całego serca.
Chłopak uśmiechnął się pocieszająco. Szepnął parę tajemniczych słów, a kobieta uśmiechnęła się ponownie, widać jednak było, że w oczach ma żal, nienawiść i smutek. Wyszła z pokoju. Klęknęła przy kołysce. Chłopak usłyszał jej cichy płacz. Nie miał czasu, by ją pocieszać. Zresztą nie chciał zobaczyć jej w takim stanie. Marzył o tym, żeby móc wierzyć, iż jego rodzina jest szczęśliwa. Szczególną troską chciał otaczać dzieci. Gdyby i syn, i córka go w późniejszych latach pokochały, byłby najszczęśliwszym ojcem na świecie. Wyszedł z domu. Obrócił się na pięcie i już go nie było. Deportował się. Chciał ratować rodzinę. Dopóki jest to realne...

___

Zdjęcia członków rodziny Rose wraz z opisami.

Rose Riddle:
Wiek: 2 lata
Rodzina:
Ojciec - Tom Riddle, Matka - Elizabeth of Death
Brat - Martin Riddle
Krew: 3/4 czystej. Matka willa pół krwi, ojciec 1/2 czystej krwi
Zainteresowania (bierzemy ze starszego wieku): Moda, Jazda na deskorolce (ukrywa to), Architektura Wnętrz (nikt o tym nie wie), więc Ciii! :), Quidditch.

Martin Riddle:
Wiek: 6 i pół roku
Rodzina:
Ojciec - Tom Riddle, Matka - Elizabeth of Death
Brat - Martin Riddle
Krew: 3/4 czystej. Matka willa pół krwi, ojciec 1/2 czystej krwi
Zainteresowania: Jazda na deskorolce, Piłka nożna, Quiditch.

Elizabeth of Death
Wiek: 22 lata
Rodzina:
narzeczony - Tom Riddle;
dzieci - Rose Riddle i Martin Riddle
Krew: czysta. Matka willa, ojciec czarodziej czystej krwi
Zainteresowania: Moda, Weterynaria (ukrywa to), OPCM.

Tom Riddle
Wiek: 25 lat (ciągle ubywa mu wieku dzięki Eliksirowi Odmładzającymi. Jego dusza wprawdzie ma 47 lat, lecz ciało 25)
Rodzina:
narzeczona - Elizabeth of Death
dzieci - Rose Riddle i Martin Riddle
Krew: 1/2. Matka czarodziejka czystej krwi, ojciec Mugol (mówi o tym ze splunięciem)
Zainteresowania: Quidditch (pasja z młodszych lat), Ratowanie dam w opałach, ciemna strona mocy :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz