Rozdział
pierwszy. Rose zaprzyjaźnia się z Draconem.
-
Pokaziesz wszystkim jak chodzisz? Pokaziesz? Ojej! Ojej! - Martin
trzymał mnie dziewczynkę za rączkę. Podniósł ją i zaniósł do
kuchni. W tym pomieszczeniu siedziała matka wraz z jedną z
"ciotek". Nie spodziewał się, że dzisiaj przyszła cała
rodzina tamtej kobiety. Mały synek o bladej cerze siedział na
kolanach ojca. Podejrzewał, że owy maluch był w wieku jego
siostry. Po obu stronach matki siedziała Bella z Cyzią. Często
przychodziły i doglądały, jak żyje rodzina. Chłopiec nie
wiedział, dlaczego nie ma ojca w domu. Przecież, gdy był małym
dzieckiem, ojciec często siedział przy nim i czytał mu bajki na
dobranoc. Pamiętał dobrze, jak czarnowłosy mężczyzna ze śmiechem
kładł się obok niego i usypiał go. Pewnego dnia wyszedł na
świeże powietrze i nie wrócił. Dzieciak podejrzewał, że krzywdę
zrobił mu ten niedobry staruszek – ten, który wiele razy
nawiedzał dom. Pamiętał dobrze, że nigdzie nie zostawali na
długo, a jak już zostali, to był huk, bum i rozlatywała się
ściana. Eliza, trzymając ich na ręku uciekała. Ojciec zostawał.
Rodzice długo rozmawiali po każdym takim razie. Nigdy jednak nie
dowiedział się, czego chce mężczyzna. Rozmawiali o tym bardzo
wcześnie, kiedy jeszcze spał. Dzieciak podejrzewał również, że
tatuś znalazł inną mamusię. Wątpił jednak. Stał tak, dopóki
nie odezwała się mama.
-
To mój nastarszy, sześcioletni synek – Martin. Martinie, o to
Luncjusz Malfoy, mąż Cyzi. A to Draco Malfoy. Jest rówieśnikiem
Rose – powiedziała kobieta, uśmiechając się serdecznie do
dziecka. - No i oczywiście to jest słynna Rose, córka khy-khym.
-
Mamo! To nie jest khy-khym! - sprzeciwił się, odkładając
zadowolone dziecko na podłogę. Tupnął nogą. - To jest mój
ojciec! Mój i Rose! - zdziwiona dziewczynka spojrzała się na brata
z lekkim strachem. - To jest Tom Riddle!
-
Milcz. Nie tup mi tu nogami – powiedziała ostro i wzięła córkę
na ręce. - Po co przyszłeś? Jesteś głodny?
-
Nie, mamo. Rose zrobiła parę pierwszych kroków. Myślałem, że
będziesz zadowolona – stwierdził, lekko przerażony
niespodziewanym wybuchem matki. - Ale już idę. Daj małą. Zaniosę
ją do...
-
Zostaw – rozkazała matka. - I... zostań...
-
Ale mówiłaś... – sprzeciwił się odrobinę zdziwiony dzieciak.
-
Rozmyśliłam się. Zostań, kochanie – uśmiechnęła się ruda.
Chłopak
usiadł, patrząc się podejrzliwym okiem na małego dzieciaka. Rose
podeszła do niego, lekko się chwiejąc, a potem usiadła blisko
dzieciaka, który z godnością zszedł z kolan ojca, ale, gdy starał
się być taki ważny, przewrócił się na kolana, co rozśmieszyło
zebranych. Mała siostrzyczka śmiała się najgłośniej, chociaż
nie wiedziała, co rozbawiło publikę. Martin spojrzał się
zazdrośnie na Dracona. Wyszedł z pokoju i zamknął się w pokoju.
"No to mam rywala. Rose nie jest teraz tylko moja" –
powiedział do siebie i zaśmiał się lekko. Odkąd pamięta,
zajmował się młodszą siostrzyczką. Czuł się dziwnie, wiedząc,
że gdy dzieci podrosną, to nie on będzie pomagał stawiać
siostrze pierwsze kroki w miłości. Wziął do ręki samochodzik i
zaczął się bawić. Zaraz przerwał mu donośny szloch. Uważał,
że ten chłopak ma oboje rodziców. A on i jego siostrzyczka nie
mieli nic. Matka pokazała, jak bardzo ich kocha. Chłopak zadrgał
lekko i powrócił do zabawy. Usłyszał stukot czarnych obcasów.
Eliza podniosła dziecko za paszki. Spojrzała w jego oczy z
nienawiścią i lekko tupnęła nogą. Odrzuciła go na ziemię,
nabijając chłopcu parę siniaków.
-
Teraz pójdziesz na dół, przeprosisz zebranych i pobawisz się z
małym kolegą khy-khym.
-
Coś cię drapie w gardle? - powiedział mały z nienawiścią, jaką
kobieta znała tylko u Riddle'a.
-
Tak chcemy się bawić? Zostań tu, jak tak bardzo chcesz! - wyszła
i zamknęła dzieciaka na klucz.
Chłopiec
jęknął cicho i zemdlał – kobieta wychodząc kopnęła go mocno.
Wiedział, że matka jest jak zawsze pod działaniem alkoholu, nie
usprawiedliwiał jednak jej zachowania w ostatnim czasie. A
zachowywała się paskudnie.
Tymczasem
matka uśmiechnęła się promiennie do gości. Zebrani spojrzeli na
nią ze zdziwieniem, oczekując na wyjaśnienia, dlaczego nie ma z
nią syna. Zakręciła włosy na palcu i powiedziała po prostu:
-
Martina boli brzuch. Wolał zostać w pokoju. Dałam mu jakieś
tabletki. Nie przejmujmy się. Prześpi się trochę i poczuje
lepiej. Przyniosę dzieciom jakieś zabawki – zawróciła na górę
i wróciła z pudłem pełnym pluszaków.
Chłopak
ocknął się po parunastu minutach. Podniósł się na łokciach i
położył na łóżku. "Trzeba ją chronić" – pomyślał
ze smutkiem o przyszłości swojej ukochanej siostrzyczki. "Na
razie ma spokój. Mogę przecież zrobić sobie chwilę odpoczynku"
– przewrócił się na bok i zasnął.
W
tym czasie Rose bawiła się z Draconem. Rodzice obserwowali to
wszystko, wymieniając ciche komentarze. Stwierdzili, że ich dzieci
w przyszłości będą doskonałymi przyjaciółmi na dobre i złe, a
może czymś więcej? Elizabeth myślała tylko jedno "Draco
jest z dobrego domu. Ale trzeba chronić ich przyjaźń przed ojcem
dziewczynki. Nie będzie zadowolony ze zdrajców".
Przyjaźń
dzieci trwała około półtorej roku. Podobnie do znęcania się nad
Martinem przez matkę. Po tym czasie spakowali wszystko do waliz i
przenieśli się do pięciopiętrowego mieszkania. Był to raczej
zamek.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz