sobota, 3 listopada 2012

Pierwsze kroki przyjaźni


Rozdział pierwszy. Rose zaprzyjaźnia się z Draconem.

- Pokaziesz wszystkim jak chodzisz? Pokaziesz? Ojej! Ojej! - Martin trzymał mnie dziewczynkę za rączkę. Podniósł ją i zaniósł do kuchni. W tym pomieszczeniu siedziała matka wraz z jedną z "ciotek". Nie spodziewał się, że dzisiaj przyszła cała rodzina tamtej kobiety. Mały synek o bladej cerze siedział na kolanach ojca. Podejrzewał, że owy maluch był w wieku jego siostry. Po obu stronach matki siedziała Bella z Cyzią. Często przychodziły i doglądały, jak żyje rodzina. Chłopiec nie wiedział, dlaczego nie ma ojca w domu. Przecież, gdy był małym dzieckiem, ojciec często siedział przy nim i czytał mu bajki na dobranoc. Pamiętał dobrze, jak czarnowłosy mężczyzna ze śmiechem kładł się obok niego i usypiał go. Pewnego dnia wyszedł na świeże powietrze i nie wrócił. Dzieciak podejrzewał, że krzywdę zrobił mu ten niedobry staruszek – ten, który wiele razy nawiedzał dom. Pamiętał dobrze, że nigdzie nie zostawali na długo, a jak już zostali, to był huk, bum i rozlatywała się ściana. Eliza, trzymając ich na ręku uciekała. Ojciec zostawał. Rodzice długo rozmawiali po każdym takim razie. Nigdy jednak nie dowiedział się, czego chce mężczyzna. Rozmawiali o tym bardzo wcześnie, kiedy jeszcze spał. Dzieciak podejrzewał również, że tatuś znalazł inną mamusię. Wątpił jednak. Stał tak, dopóki nie odezwała się mama.
- To mój nastarszy, sześcioletni synek – Martin. Martinie, o to Luncjusz Malfoy, mąż Cyzi. A to Draco Malfoy. Jest rówieśnikiem Rose – powiedziała kobieta, uśmiechając się serdecznie do dziecka. - No i oczywiście to jest słynna Rose, córka khy-khym.
- Mamo! To nie jest khy-khym! - sprzeciwił się, odkładając zadowolone dziecko na podłogę. Tupnął nogą. - To jest mój ojciec! Mój i Rose! - zdziwiona dziewczynka spojrzała się na brata z lekkim strachem. - To jest Tom Riddle!
- Milcz. Nie tup mi tu nogami – powiedziała ostro i wzięła córkę na ręce. - Po co przyszłeś? Jesteś głodny?
- Nie, mamo. Rose zrobiła parę pierwszych kroków. Myślałem, że będziesz zadowolona – stwierdził, lekko przerażony niespodziewanym wybuchem matki. - Ale już idę. Daj małą. Zaniosę ją do...
- Zostaw – rozkazała matka. - I... zostań...
- Ale mówiłaś... – sprzeciwił się odrobinę zdziwiony dzieciak.
- Rozmyśliłam się. Zostań, kochanie – uśmiechnęła się ruda.
Chłopak usiadł, patrząc się podejrzliwym okiem na małego dzieciaka. Rose podeszła do niego, lekko się chwiejąc, a potem usiadła blisko dzieciaka, który z godnością zszedł z kolan ojca, ale, gdy starał się być taki ważny, przewrócił się na kolana, co rozśmieszyło zebranych. Mała siostrzyczka śmiała się najgłośniej, chociaż nie wiedziała, co rozbawiło publikę. Martin spojrzał się zazdrośnie na Dracona. Wyszedł z pokoju i zamknął się w pokoju. "No to mam rywala. Rose nie jest teraz tylko moja" – powiedział do siebie i zaśmiał się lekko. Odkąd pamięta, zajmował się młodszą siostrzyczką. Czuł się dziwnie, wiedząc, że gdy dzieci podrosną, to nie on będzie pomagał stawiać siostrze pierwsze kroki w miłości. Wziął do ręki samochodzik i zaczął się bawić. Zaraz przerwał mu donośny szloch. Uważał, że ten chłopak ma oboje rodziców. A on i jego siostrzyczka nie mieli nic. Matka pokazała, jak bardzo ich kocha. Chłopak zadrgał lekko i powrócił do zabawy. Usłyszał stukot czarnych obcasów. Eliza podniosła dziecko za paszki. Spojrzała w jego oczy z nienawiścią i lekko tupnęła nogą. Odrzuciła go na ziemię, nabijając chłopcu parę siniaków.
- Teraz pójdziesz na dół, przeprosisz zebranych i pobawisz się z małym kolegą khy-khym.
- Coś cię drapie w gardle? - powiedział mały z nienawiścią, jaką kobieta znała tylko u Riddle'a.
- Tak chcemy się bawić? Zostań tu, jak tak bardzo chcesz! - wyszła i zamknęła dzieciaka na klucz.
Chłopiec jęknął cicho i zemdlał – kobieta wychodząc kopnęła go mocno. Wiedział, że matka jest jak zawsze pod działaniem alkoholu, nie usprawiedliwiał jednak jej zachowania w ostatnim czasie. A zachowywała się paskudnie.
Tymczasem matka uśmiechnęła się promiennie do gości. Zebrani spojrzeli na nią ze zdziwieniem, oczekując na wyjaśnienia, dlaczego nie ma z nią syna. Zakręciła włosy na palcu i powiedziała po prostu:
- Martina boli brzuch. Wolał zostać w pokoju. Dałam mu jakieś tabletki. Nie przejmujmy się. Prześpi się trochę i poczuje lepiej. Przyniosę dzieciom jakieś zabawki – zawróciła na górę i wróciła z pudłem pełnym pluszaków.
Chłopak ocknął się po parunastu minutach. Podniósł się na łokciach i położył na łóżku. "Trzeba ją chronić" – pomyślał ze smutkiem o przyszłości swojej ukochanej siostrzyczki. "Na razie ma spokój. Mogę przecież zrobić sobie chwilę odpoczynku" – przewrócił się na bok i zasnął.
W tym czasie Rose bawiła się z Draconem. Rodzice obserwowali to wszystko, wymieniając ciche komentarze. Stwierdzili, że ich dzieci w przyszłości będą doskonałymi przyjaciółmi na dobre i złe, a może czymś więcej? Elizabeth myślała tylko jedno "Draco jest z dobrego domu. Ale trzeba chronić ich przyjaźń przed ojcem dziewczynki. Nie będzie zadowolony ze zdrajców".
Przyjaźń dzieci trwała około półtorej roku. Podobnie do znęcania się nad Martinem przez matkę. Po tym czasie spakowali wszystko do waliz i przenieśli się do pięciopiętrowego mieszkania. Był to raczej zamek.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz